Ad maiorem Dei gloriam

W stworzeniach szczęścia nie znajdziemy, owszem często się zawiedziemy. Rzeczy tego świata są marne i krótko trwałe.

Aktualności
Sława świętości i łask
Sonda badawcza
Jak odkryleś te strone?
 
Gościmy
Naszą witrynę przegląda teraz 4 gości 
Liczba odwiedzin od dn. 10.10.2010
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj20
mod_vvisit_counterWczoraj43
mod_vvisit_counterW tym tygodniu101
mod_vvisit_counterW tym miesiącu6202

Your IP: 54.204.71.19
Dzisiaj: Mar 30, 2017
Najbliższe wydarzenie
No event found.
START W dniu przejścia


Dzień przejścia

W_Dniu_Przejścia

Przez co najmniej 10 ostatnich lat życia Sługa Boży regularnie był hospitalizowany, ze względu na nieuleczalną anemię złośliwą, w Szpitalu Mariackim w Gdańsku. Kiedy przyjeżdżał, Siostry i personel zwykli byli mawiać: «Teraz znowu mamy pośród nas Świętego».

Kiedy umarł 7 marca 1942 roku, cisnęło się im na usta krótkie i dosadne zdanie: «odszedł Święty». Są to słowa siostry Rafaeli, od 1917 roku pielęgniarki w Gdańsku, która znając Sługę Bożego przez wiele lat, z zaskakującą prostotą zdefiniowała «graficzny schemat» jego świętości. Według niej był to człowiek:

pokorny, prosty ----------- ale równocześnie -------------- dystyngowany,

dobry -------------------- ale równocześnie ------------- powściągliwy,

|

ponad miarę

|

przyjacielski i wdzięczny

zawsze

|

złączony z Bogiem.

W chwili przejścia do wieczności, przy łożu Sługi Bożego były tylko osoby najbliższe, rodzona siostra Cecylia i Siostry Zakonne, Boromeuszki, obsługujące szpital. To one stanowiły, niczym w greckim dramacie, chór towarzyszący wyjątkowemu wydarzeniu. Siostra Nizephora, Rafaela, Christina, Columbana, odrywały się od obowiązków pielęgniarek, aby przy nim być i się modlić. Nade wszystko dlatego, że ta śmierć była inna niż znane ze szpitalnej codzienności.

Według relacji siostry Dominika Cecyli, przekazanej ustami jej wiernej przyjaciółki, w chwili agoni jedna z Zakonnic zbliżyła się do Umierającego prosząc go, aby dał im znak, że powrócił do Domu Ojca. W tej samej godzinie umierał bowiem niemiecki żołnierz; umierał tragicznie, nie chciał się pojednać z Bogiem i ludźmi. Siostry prosiły, aby Dominik wstawił się za nim, aby wyprosił dla niego dobrą śmierć i zbawienie.

WDniuPrzejścia«Jeżeli Bóg mi na to pozwoli – miał odpowiedzieć Sługa Boży – wtedy dam wam znak». Kiedy umarł, do jego pokoju weszła z rozpędem pielęgniarka mówiąc, że żołnierz prosi o księdza i spowiedź. Zmarł trzy godziny po Dominiku. Ponieważ zaś sercem jego wciąż targał lęk o wieczność, przełożona domu modliła się u wezgłowia już zmarłego biskupa: «Dokończ dzieła, które zacząłeś». Krótko potem żołnierz zasnął w pokoju.

Według przełożonej domu, światło ziemskiego życia Sługi Bożego zgasło w chwili, kiedy Zakonnice recytowały hymn «SubvenitePrzybądźcie z nieba Aniołowie». Ktoś inny podaje, że miał on wyszeptać, iż widzi swoich współbraci kapłanów, aresztowanych w czasie krwawej, pelplińskiej jesieni 1939 roku, idących mu na przeciw.

Wiele innych szczegółów związanych z godzinami agonii Dominika znajdujemy we wspomnieniach i aktach archiwalnych. Będziemy je z czasem publikować. Niech zaś klimat tamtego dnia oddają dwa załączone zdjęcia: pełne spokoju oblicze Zmarłego, kwiaty zdobiące Jego łoże śmierci. To klimat nie końca, lecz przejścia. Złączony z Bogiem za życia, złączył się z Nim w pełni – umierając. Dla innych zaś zostawił otwarte drzwi. (pbt)